Wielki Piątek to dzień zapatrzenia na krzyż, który obok znaku ogromnego cierpienia przede wszystkim jest narzędziem zbawienia. Trudno jest pokochać krzyż, szczególnie ten który my nosimy w sobie. Ból, cierpienie, odrzucenie, brak przebaczenia sobie i innym. Z tym wszystkim zmierzył się tego dnia nasz Pan dźwigając to na swoim krzyżu. Trudno sobie wyobrazić, że narzędzie kaźni Chrystusa to wszystko wytrzymało . Dlatego słusznie śpiewamy w jednej z pieśni wielkopostnych, nazywając je drzewem przenajszlachetnieszym. Pamiętając o tym, że uświęcił je Ten, który na nim zawisł.
W tym roku adorując krzyż, nie możemy na nim złożyć swojego pocałunku, oddać czci i miłości na jakie zasługuje. Być może to czas, aby uczynić coś dużo trudniejszego, by ucałować i ukochać ten mój osobisty krzyż, który tak mi ciąży, którego tak nie chcę. A słowa Jezusa bardzo wyraźnie do nas powracają: „Kto chce być moim uczniem, niech zaprze się samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”.
Ukochać własny krzyż, to zacząć rozumieć, czym jest Miłość Boga, a wtedy dużo łatwiej pokochać drugiego człowieka, nawet tego, o którym wiem rzeczy straszne. Właśnie to czyni nas ludźmi prawdziwie wolnymi i szczęśliwymi, bo jak napisał ksiądz poeta – „Krzyż to takie szczęście, że wszystko inaczej”.
Ks. Proboszcz